O autorze
Warszawski Muranów to unikat na skalę światową. Architektoniczna utopia na gruzach dawnego getta, ciągle niepewna własnej tożsamości. Nowa Huta i Karl-Marx-Allee w jednym. Centrum dawnej dzielnicy żydowskiej, której materialnych śladów prawie już nie widać, ale która wciąż tutaj jest - pod nowymi budynkami, chodnikami i ziemią. Dla NaTemat nadają stąd: Beata Chomątowska - dziennikarka, założycielka Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów i Paweł Brylski – dobry duch Stacji; kiedy powstawała, pracował dla Muzeum Historii Żydów Polskich, dziś interpretator, przedstawiciel literatury half-fiction i zwolennik dobrego życia, oraz Karolina Przewrocka, absolwentka uniwersytetów w Krakowie, Berlinie i Tel Avivie, uzależniona od nauki języków obcych oraz od polskiej i żydowskiej literatury; życiowego balansu szuka w miejscach pęknięć - tym razem odnalazła go na Muranowie.

Włoskie inspiracje i smaki na Muranowie

Stacja Muranów
Muranów ma włoskie korzenie. Jego nazwa pochodzi od podweneckiej wyspy Murano, skąd przyjechał architekt Giuseppe Belotti,nadworny architekt królów Michała Korybuta Wiśniowieckiego i Jana III Sobieskiego, i wystawił sobie tutaj pałac, nazwawszy go na pamiątkę rodzinnych stron. Historia, jak wiadomo, lubi się powtarzać. Teraz, po latach, na Muranowie znów można usłyszeć włoski język i popróbować włoskich smaków. Za sprawą Kuchni Dantego.

Kuchnia Dantego to przedsięwzięcie mobilne, stworzone przez dwóch Włochów - Alfredo i Leondardo, wenecjanina i florentczyka. Trafili do Polski dzięki programowi Erasmus jako jedni z jego pierwszych studentów.





Jak włoskie menu, pomysł jest stosunkowo prosty, a wyborny: wspólne degustacja i gotowanie w kameralnym gronie. Alfredo i Leonardo przygotowują część potraw na oczach gości, gawędzą o kuchnii, czytają fragmenty „Boskiej Komedii“ Dantego po włosku i polsku. Kucharze starają się, żeby produkty były zawsze świeże, sezonowe i ekologiczne. Wędrują tak od restauracji do restauracji - tam, gdzie Kuchnię zaproszą.



Tydzień temu, 2 grudnia, pojawili się w Stacji Muranów. Zdarzało się im pojawiać tutaj już wcześniej, przy okazji różnych imprez, choćby kiermaszu z Wydawnictwem Czarne, wspomagając Pawła Bravo, prowadzącego wówczas Stacyjny bufet. Tym razem okazja była jednak szczególna - Vino Novello. To pierwszy owoc winobrania z przełomu września i października. Wino pojawia się regularnie na włoskich stołach w połowie listopada. Jak francuskie wino Nouveau z regionu Beaujolais, jest produktem procesu tzw. maceracji węglowej. Vino Novello jest produkowane we wszystkich regionach Włoch, ale przede wszystkim w Veneto, Trentino Alto Adige i Toskanii. Od 2000 r. jest chronione i promowane przez włoski Istituto del Vino Novello. W Polsce jeszcze jest mało znane, była to więc niepowtarzalna okazja, by się z nim zapoznać. A menu? Tym razem Alfredo i Leonardo przygotowali typowe jesienne przekąski: tapenadę z oliwek na kanapeczkach, zupę orkiszową z fasolą, dynię pieczoną z szałwią i castagnaccio (ciasto z mąki kasztanowej z orzechami pini i rodzynkami).



A po pałacu Belottiego nie ma już śladu. Wznosił się niedaleko dzisiejszego podwórka pod adresem Andersa 13, w miejscu, które dało początek lokalnemu rynkowi nazywanemu Placem Muranowskim. Dziś placu też nie ma, jego miejsca zajęły podwórka socrealistycznych bloków w rejonie ulic Andersa i Muranowskiej. Nie udało mi się, niestety, dotrzeć do jakichkolwiek rysunków go przedstawiających. Wiemy tylko - na podstawie opisów - że utrzymany był w stylu „entre cour de jardin“, czyli „między dziedzińcem a ogrodem“ (w takim samym założeniu projektowany był m.in. warszawski pałac Bruhla). Założony na planie podkowy, miał dwie kondygnacje i nawiązywał formą do polskiego dworu.

W 1761 r. pałac Belottiego trafił w ręce architekta Jakuba Fontany, a od lat 80. XVIII w. – metrykanta koronnego I.M. Słomińskiego (notabene, ulica Słomińskiego znajdująca się dziś na granicy Muranowa z Żoliborzem zawdzięcza swą nazwę nie trzeciemu z kolei właścicielowi Murano, ale Zygmuntowi Słomińskiemu, inżynierowi budownictwa i prezydentowi Warszawy w latach 1927-1934). Przetrwał aż do 1900 r., choć na przełomie XIX i XX w. był już raczej wspomnieniem dawnej świetności. Stopniowo popadł w ruinę. Otoczyły go drewniane czynszówki, wyrastające wokół prostokątnego placu Muranowskiego, który wytyczono dokładnie na wprost pałacu. Jeśli wierzyć przewodnikowi po Warszawie z 1893 r., „gmachy otaczające plac niczem szczególnem się nie odznaczały“. Ostatecznie ustąpił im jednak miejsca – wyburzono go pod kolejne kamienice w gwałtownie rozrastającej się Dzielnicy Północnej. Ona też nie przetrwała długo.

Beata Chomątowska

A dziś zapraszamy na ostatni w tym roku, świąteczny kiermasz z Wydawnictwem Czarne - do godziny 16, ul. Andersa 13.
Trwa ładowanie komentarzy...