O autorze
Warszawski Muranów to unikat na skalę światową. Architektoniczna utopia na gruzach dawnego getta, ciągle niepewna własnej tożsamości. Nowa Huta i Karl-Marx-Allee w jednym. Centrum dawnej dzielnicy żydowskiej, której materialnych śladów prawie już nie widać, ale która wciąż tutaj jest - pod nowymi budynkami, chodnikami i ziemią. Dla NaTemat nadają stąd: Beata Chomątowska - dziennikarka, założycielka Stowarzyszenia Inicjatyw Społeczno-Kulturalnych Stacja Muranów i Paweł Brylski – dobry duch Stacji; kiedy powstawała, pracował dla Muzeum Historii Żydów Polskich, dziś interpretator, przedstawiciel literatury half-fiction i zwolennik dobrego życia, oraz Karolina Przewrocka, absolwentka uniwersytetów w Krakowie, Berlinie i Tel Avivie, uzależniona od nauki języków obcych oraz od polskiej i żydowskiej literatury; życiowego balansu szuka w miejscach pęknięć - tym razem odnalazła go na Muranowie.

Zimna wojna w oczy prószy

Zimowa zadymka to najwyraźniej idealna pora na małą, warszawską zimną wojenkę, trochę w wydaniu vintage, bo makkartyzm, wydawałoby się, dawno przebrzmiał. Spośród wszystkich warszawskich zadań, najpilniejszym okazuje się zbiorowa dekomunizacja nazw ulic. Cóż to jednak za komuniści, którzy utrzymali się na szyldach przez ponad dwadzieścia lat od upadku minionego systemu? W czwartek okaże się, jakiego rodzaju czeka nas galimatias.

Na pierwszym zgromadzeniu w nowym roku (17 stycznia) Radni mają się zająć grupową zmianą 17 patronów warszawskich ulic. Spójrzmy, kogo ma dotknąć dekomunizacja. Kokoszkowie - komuniści romantyczni, ona warszawianka po Hoffmanowej, prawniczka, on robotnik, metalowiec, PPS-owiec. On zginął zabity w pierwszej publicznej egzekucji gestapo, ona przez gestapo zakatowana. Jan Paszyn – działacz robotniczy, zamordowany w czystkach stalinowskich w 37. roku. Józef Balcerzak – robotnik, elektryk i działacz robotniczy więziony na Pawiaku, następnie rozstrzelany. Józef Lewartowski (Aron Finkelstein) - współzałożyciel Bloku Antyfaszystowskiego w getcie warszawskim, zamordowany przez gestapo. Szczególnie chciałbym zająć Państwa uwagę ulicą imienia ostatniego z wymienionych, z racji, że biegnie przez Muranów, który jest tematem tego bloga.



Wychodzę z założenia, że najlepiej by było, gdyby Radni jeszcze przed najbliższym posiedzeniem zorientowali się, że wymienione powyżej postaci nie są takimi komunistami, jak się mogło im dotychczas wydawać. Według takiego scenariusza pomysł „dekomunizacji” nazw warszawskich ulic upada. Na prawicowych portalach przez chwilę wrze, ale wkrótce rozgrzane emocje przechwytuje inny temat. Z ulgą oddychają przede wszystkim warszawiacy zwolnieni z perspektywy wymiany wszystkich możliwych dokumentów na nowe: w tym dowodów osobistych i rejestracyjnych, praw jazdy, nie wspominając nawet o kosztach publicznych takiej operacji.

Ale trzeba wziąć też pod uwagę inny scenariusz: Radni Warszawy dochodzą do politycznego porozumienia i uchwalają zmianę nazw 17 warszawskich ulic, których patroni nie dożyli komunizmu, ale o nim marzyli, nie zawsze w tym kształcie, jaki miał w Polsce miejsce. Dokonuje się dziejowa sprawiedliwość i triumf w symbolicznej walce o polską przestrzeń. Pozytywnym skutkiem zmiany, że posłużę się persyflażem, jest aktywizacja osób starszych, zachęconych do wymiany w urzędach dotychczasowych dokumentów. Negatywnym – i tu już z persyflażu muszę zrezygnować – kolejna przeradzająca się w kłótnię rozmowa o pamięci zbiorowej i polityce historycznej, a z racji że ulica dawniej Lewartowskiego biegnie obok otwieranego właśnie Muzeum Historii Żydów Polskich, niepotrzebna przepychanka odbywa się w świetle międzynarodowych jupiterów.

Jest jeszcze inny możliwy bieg spraw. Radni Warszawy mogą zaproponować odpowiedniego patrona, takiego, który z pewnością zasługuje na to, by mieć w Warszawie ulicę i to pewnie właśnie w tym miejscu. Na myśl przychodzi kilka nazwisk. Co jednak nie zmienia okoliczności, w jakich zmiana miałaby się odbywać – dekomunizacyjnej urawniłowki, przeprowadzanej z wyraźną pogardą dla czasu, wysiłku i przyzwyczajeń mieszkańców. Na pewno nowy patron, niechby nawet był najlepszy z możliwych, zasługuje na to, by wprowadzić go w sposób stosowny, by nie powiedzieć godny. Wpisywanie nawet najlepszych patronów w narrację ostatnich zdarzeń może wywołać co najwyżej konsternację.


Paweł Brylski
Trwa ładowanie komentarzy...