„Barbarzyńcy w Ogrodzie Krasińskich”. Rzeź drzew i kolejny mur na Muranowie

"Światełko dla drzewa", 12 stycznia: miłośnicy Ogrodu Krasińskich zapalają znicze na pniach ściętych drzew.
"Światełko dla drzewa", 12 stycznia: miłośnicy Ogrodu Krasińskich zapalają znicze na pniach ściętych drzew. Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta
Protest mieszkańców i złożenie doniesienia do prokuratury przez aktora Olgierda Łukaszewicza spotkały się na razie z jedną reakcją miasta: ogrodzeniem Ogrodu. Gdy na swoim blogu Łukaszewicz pyta urzędników o sumienie, my zastanawiamy się, czy stawianie płotu w odpowiedzi na problem w miejscu, które jeden mur już przeżyło, nie jest przypadkiem dolaniem oliwy do ognia. Zwłaszcza, że w dyskusjach wokół Ogrodu powraca widmo sprzed lat: kwestia mienia żydowskiego.

O wyrębie 336 drzew w Ogrodzie Krasińskich w ramach rewaloryzacji Urząd Miasta zdecydował już dwa lata temu, ale dopiero teraz, po fakcie, decyzja budzi prawdziwe kontrowersje. Pod koniec 2012 r. inwestor otrzymał zgody Stołecznego Konserwatora Zabytków i Wydziału Ochrony Środowiska na wycinkę wyznaczonych drzew i natychmiast zabrał się do pracy. Po Nowym Roku przerażeni mieszkańcy zorientowali się, że Ogród został niemal ogołocony z drzew.



„Światełko dla drzewa”
Skrzyknęli się na Facebooku i spotkali w Ogrodzie Krasińskich 12 stycznia, żeby na pozostałych pniach zapalić znicze. Ponad 200 osób: aktywiści, mieszkańcy Muranowa, kibice pobliskiej Polonii i Olgierd Łukaszewicz – nieformalna twarz akcji protestacyjnej. Kilka dni temu złożył w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota powiadomienie o wycince wielu zdrowych drzew w Ogrodzie Krasińskich. Prokuratura przyjęła zawiadomienie i rozpoczęła postępowanie w sprawie zniszczenia mienia. Zareagowali też radni PiS i Ruchu Palikota, żądając specjalnej sesji Rady Śródmieścia.

„Sterczące pnie, stosy wyciętych krzaków, są faktem” - pisze na swoim blogu oburzony Olgierd Łukaszewicz. „Liczyłem zdrowe, jasne pnie. Jest ich około 95%. Dla uchwycenia proporcji sfotografowałem je ze swoimi stopami. Kilkanaście z nich ma w obwodzie 3,5 m do 4,30 m. A więc żyły po 100 lat, albo i więcej!” – dodaje Łukaszewicz i zamieszcza na blogu zdjęcia ściętych drzew.

Zgoła inne od tych, które na swojej stronie opublikował Zarząd Terenów Publicznych. Sfotografowane pnie są puste w środku, co ma potwierdzać fakt, że stare drzewa zagrażały bezpieczeństwu spacerujących. Jak to wygląda w tej chwili? Trudno sprawdzić, bo tuż po proteście mieszkańców miasto wzniosło wokół parku blaszany płot.

Zaległe porządki
Przebudowa ma kosztować 15 milionów złotych; ma zachować układ zieleni z przełomu XIX i XX wieku, dodać drugi plac zabaw, fontannę dla dzieci i miejsca z urządzeniem do ćwiczeń.

Miasto argumentuje, że rewitalizacja Ogrodu Krasińskich jest niezbędna, bo nad jego porządkowaniem nie pracowano od XIX wieku. - Ten ogród miał to nieszczęście, że przez bardzo wiele lat był ogrodem zaniedbanym, gdzie nie wykonywano żadnej gospodarki drzewostanem. Innymi słowy - co kto miał i posadził, albo samo się wysiało – mówi Renata Kaznowska, dyrektor Zarządu Terenów Publicznych, cytowana przez tvn24.pl.

„W południowej części parku drzewa po wojnie były sadzone przypadkowo, jedno na drugim i po kilkudziesięciu latach stworzył się tam las. Las w którym drzewa nie mogły swobodnie rosnąć, miały liczne deformacje, a korony zamiast 16 metrów średnicy miały jedynie 3” – przekonuje Tomasz Kok, autor bloga OgrodnikTomek.pl.

Pytanie o własność
Te wyjaśnienia nie wystarczają mieszkańcom - na Facebooku zbierają już kolejne postulaty. Wśród nich najważniejszy - zapewnienie ze strony miasta, że teren Ogrodu nie zostanie zmniejszony na korzyść nowej zabudowy. O tym, że miasto może udostępnić część parku deweloperom napisał w swoim zawiadomieniu do prokuratury Olgierd Łukaszewicz.

„Ogrodzenie jakim chcecie Państwo utrudnić dostęp mieszkańców do parku, ma okalać tylko środkową część Ogrodu Krasińskich, określaną jako część „historyczna”. Nie do końca jest jasne co się stanie z terenem wyłączonym, który znajdzie się poza ogrodzeniem. Teren ten również został w znacznej mierze wykarczowany, ale kwestia jego dalszego przeznaczenia budzi uzasadnione obawy mieszkańców” – pisze w swojej interpelacji Grzegorz Walkiewicz, radny Ruchu Palikota. I pyta, czy za „rewaloryzacją” nie stoją przypadkiem dodatkowe powody: wystąpienie spadkobierców byłych właścicieli części terenu Ogrodu z prośbą o jej zwrot. To uzasadnione pytanie, szczególnie tutaj, na Muranowie, gdzie od lat 90. regularnie pojawiają się żydowscy potomkowie byłych mieszkańców, którzy chcą odzyskać mienie rodzinne.

Mieszkańcy liczą na szybką odpowiedź miasta w tej sprawie. Postawienie płotu wokół terenu rewaloryzowanego Ogrodu Krasińskich z ochroną dookoła z pewnością nie zamyka kwestii - zwłaszcza teraz, gdy do głosu dochodzą tak poważne wątpliwości, których nie rozwiano przez lata. W tej perspektywie stawianie płotu w odpowiedzi na problem w miejscu, które przeżyło mur warszawskiego getta, nie jest tylko dolaniem oliwy do ognia. Jest po prostu zwykłym nietaktem.

Karolina Przewrocka
Trwa ładowanie komentarzy...