Oaza z lat 90. na Stawkach

Jest jednym z najstarszych drapaczy chmur w stolicy, a w latach 80. i 90. uchodził za przedsionek prawdziwego kapitalizmu. Jego charakterystyczna szklana ściana, widoczna z oddali, przez wiele lat służyła jako główny punkt orientacyjny na Muranowie. Teraz może zniknąć. Jest sens płakać po Intraco?


Z zewnątrz ściana Intraco robi niezłe wrażenie – zwłaszcza w słoneczne dni, kiedy wydaje się, że jego fasada zmienia kolor. W środku niestety nie jest już tak pięknie – wiem, o czym mówię, bo nie tylko bywałam tam jako petent mieszczącego się na jednym z pięter urzędu skarbowego, ale pracowałam w tym budynku ładnych kilka miesięcy i miałam okazję poznać go dość dokładnie. Duch lat 90. wciąż pohukuje na korytarzach, począwszy od rozkosznego barku wyłożonego szarymi marmurami, gdzie zapewne dobijali kiedyś targu pierwsi biznesmeni w białych skarpetkach dobranych do mokasynów, po wnętrza biurowe, ciasne, z kiepskim rozkładem pokoi, w których zimą panowała identyczna duchota jak w lecie. Tyle, że zimą nie dało się nawet otworzyć okien, bo strumień powietrza momentalnie zagarniał wszystko, co znalazł na drodze. Rekompensatą za te niedogodności były natomiast fantastyczne widoki – z jednej strony na Muranów, z drugiej na cały rejon Dworca Gdańskiego i Żoliborz. Najlepsze i dostępne dla zwykłych śmiertelników – w restauracji na ostatnim piętrze, która zagrała w jednej ze scen do filmu według powieści Katarzyny Grocholi "Ja wam pokażę!" i od tamtego czasu już kilkakrotnie zmieniała nazwę, menu i koncepcję. Widok o kondygnację wyższy miał tylko urzędujący nad knajpą prezes państwowej spółki Intraco, właściciela budynku.



Pewnie dałoby się to wszystko jakoś unowocześnić, wypruć wieżowcowi flaki i napchać tam zupełnie nową zawartość, ale koszty takiej operacji mogą znacznie przekraczać cenę wystawienia zupełnie nowego wieżowca.

Ten dzisiejszy ma 107 m, 39 kondygnacji, 31,5 tys. mkw., podziemny garaż na 200 samochodów i zewnętrzny parking. Zbudowała go w latach 70. szwedzka firma BPA Byggproduktion AB. Powstała w połowie lat 70., by administrować budynkiem, w którym mieścić się miały przedstawicielstwa firm zagranicznych. Spółka zmonopolizowała praktycznie warszawski rynek wynajmu powierzchni biurowych. Na początku lat 90. najemcy mieli w Warszawie do dyspozycji tylko kilka nowoczesnych budynków tego typu. Czynsze w Intraco sięgały zawrotnych kwot 54 USD za metr, a typowe biuro składało się z pokoików usytuowane po obu stronach długiego korytarza. Funkcję reprezentacyjną pełnił gabinet prezesa.

W ostatniej dekadzie Skarb Państwa nie miał spójnej koncepcji, co zrobić ze spółką Intraco i należącym do niej wieżowcem. Sprywatyzować? A może połączyć z innymi firmami? Stworzyć spółkę non profit? Pomysłów było sporo, niekiedy wzajemnie wykluczających się. Żaden nie został zrealizowany. Za rządów PiS autorską koncepcją błysnął młody wiceminister skarbu Ireneusz Dąbrowski – ten sam, który zaaprobował wypłatę dywidendy wyższej od zysku w KGHM Polska Miedź. – Chcemy wejść na rynek nieruchomości – mówił w kwietniu 2007 r. – Stworzyć państwową grupę deweloperską, która się zajmie przeglądem niewykorzystywanych do produkcji gruntów należących do spółek Skarbu Państwa. Wybrane nieruchomości trafiłyby do grupy w zamian za akcje tworzących ją spółek, na które wytypowano Intraco, Ton-Agro i Agroman.

Wizja Dąbrowskiego miała się materializować w postaci budynków mieszkalnych oferujących lokale po preferencyjnych cenach, np. 4 – 5 tys. zł za mkw. – Ulgi przy ich zakupie mogłyby mieć np. młode małżeństwa – snuł wizje wiceminister.

Alternatywnym pomysłem była grupa z udziałem Intraco i PKO Inwestycje. Związki zawodowe w Intraco dostały też od Ministerstwa Skarbu pismo, w którym sugerowano możliwość przejęcia udziałów innej spółki Skarbu Państwa, przedsiębiorstwa ELTOR-Warszawa. Było w nie najlepszej sytuacji finansowej.

Ostatecznie za rządów PO Intraco razem z innymi spółkami działającymi w branży włączono do nowo powstałego Polskiego Holdingu Nieruchomości, który niedawno zadebiutował na warszawskiej giełdzie. Na koniec września 2012 r. znajdujące się w posiadaniu spółki grunty i budynki wyceniano na łącznie 2,1 mld zł.
Beata Chomątowska
Trwa ładowanie komentarzy...