Na Nalewki wraca życie

Nowy Pasaż Simonsa - wizualizacja
Nowy Pasaż Simonsa - wizualizacja materiały dewelopera
Nalewki. Żydowska ulica-widmo, zredukowana do roli rzadko uczęszczanej alejki na tyłach Arsenału, przemianowanej na ul. Bohaterów Getta, i osiedlowej uliczki, której po wojnie nadano taką właśnie nazwę, choć biegnie pod kątem prostym do oryginału. Przez sześć dekad zaniedbana i pusta, teraz ma wreszcie szansę ożyć. Za sprawą nowego Pasażu Simonsa.

Przysadzisty, rozłożysty pasaż, zawdzięczający nazwę Albertowi Simonsowi, przedsiębiorcy z Westfalii, przez kilkanaście przedwojennych lat był wizytówką tego odcinka ulicy. Miał adres: Nalewki 2. Niemiecki pisarz Alfred Döblin, który spacerował ulicami Muranowa jesienią 1925 roku w poszukiwaniu podobieństw między żydowską Warszawą a Berlinem, patrząc na ufundowany przez swego krajana główny dom towarowy Nalewek, mógł porównywać go w myślach z jego berlińskim odpowiednikiem. Młodszy zaledwie o kilka lat Tacheles w dzielnicy Scheunenviertel, podobnie jak Pasaż Simonsa, powstał na bazie nowatorskiej jak na owe czasy szkieletowej konstrukcji z żelbetu. Też dzieliły go zaledwie dwa kroki od tamtejszej wielkiej synagogi przy Oranienbugerstrasse. Aż do wybuchu drugiej wojny światowej można było w nim kupić m.in. trzewiki od Baty, pończochy Fuchsa i platery znanej w całej Warszawie firmy Norblin, Bracia Buch i T. Werner, a także całe mnóstwo innych towarów. Resztki wysadzonego w powietrze Pasażu, który podczas powstania warszawskiego pełnił funkcję powstańczej reduty, widoczne jeszcze na zdjęciach z jesieni 1944 roku, zlikwidowano. Miron Białoszewski opisuje, jak rok po wojnie wykopywano spod ruin porozrywane ciała zabitych powstańców, wrzucając głowy, ręce i nogi do blaszanego wiadra po karbidzie. latach 50. na działkach po pasażu wyrósł warsztat samochodowy. Trawnik obok stał pusty przez trzy dekady, aż ustawiono na nim baraki dla pracowników jugosłowiańskiej firmy Generalexport/Giposs, wybranej na wykonawcę wieżowca, który miał stanąć w miejscu Wielkiej Synagogi. Tacheles miał więcej szczęścia: gdy przetrwał wojnę mocno poturbowany, nikomu nie przyszło do głowy go burzyć. Solidny, częściowo zniszczony gmach przypadł do gustu enerdowskim instytucjom kulturalnym, wreszcie – po upadku muru berlińskiego – zajęli go niezależni artyści.





Teraz Pasaż ma znów pojawić się na Nalewkach – w nowej, nawiązującej do oryginału formie. Inwestor, firma BBI Development dostała już decyzję o warunkach zabudowy dla inwestycji Nowy Pasaż Simonsa. I zapowiada, że we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego, zamierza zrealizować w parterze budynku od strony ulicy Długiej interaktywne miejsce pamięci.
Dziś mało kto to pamięta, ale jako pierwszy z pomysłem przywrócenia Nalewkom ich dawnej rangi wystąpił zmarły dwa lata temu varsavianista Zbigniew Pakalski w swojej książce „Nalewki. Z dziejów polskiej i żydowskiej ulicy w Warszawie”, wydanej w małym nakładzie i niestety nie wznawianej, którą czasem można jeszcze upolować na Allegro, choć w zawrotnych cenach. Pakalski, jeden z pierwszych pracowników Biura Odbudowy Stolicy, tuż po powrocie do zrujnowanej Warszawy codziennie chodził Nalewkami do pracy z Żoliborza na Politechnikę, wśród resztek dawnej zabudowy i zwałów gruzu. Tramwaje jeszcze wtedy nie jeździły, a już na pewno nie tą ulicą – zanim ją odgruzowano, tworząc równolegle do dawnych Nalewek arterię nazywaną najpierw Nowomarszałkowską, potem Nowotki, a wreszcie Andersa, musiało minąć jeszcze kilka lat.
Powstanie Nowego Pasażu to dobra wiadomość. Pozwoli ożywić to miejsce w sposób naturalny – ludzie będą przychodzić tu na zakupy, umawiać się na kawę – przy okazji może przespacerują się kawałek dalej, do Ogrodu Krasińskich, wejdą w osiedle. W mieście, któremu brak centrum z prawdziwego zdarzenia, pojawia się też szansa na przesunięcie środka ciężkości z Nowego Światu i okolic dalej na północ, gdzie do tej pory jedyną kulturalną atrakcją było Kino Muranów. Warszawa zyska też miejski pasaż handlowy z prawdziwego zdarzenia, jakie można spotkać przy głównych ulicach europejskich stolic.
Tyle, że Pasaż związany będzie wyłącznie z historią Powstania 1944 (i słusznie, bo z Powstaniem w Getcie i z żydowską historią sam gmach miał niewiele wspólnego). W dodatku jest na skraju dawnych Nalewek, a wzdłuż zachowanego bruku z fragmentem szyn tramwajowych nadal straszyć będzie rozwalony warsztat i puste trawniki. Pytanie – co można jeszcze z tym miejscem zrobić? I czy w ogóle jest sens, żeby robić cokolwiek? Rekonstrukcja reszty w duchu cepelii (niech znów będą tu kamienice, i kramy, i może takie kawiarnie jak na Kazimierzu w Krakowie) wydaje się pomysłem upiornym, jak rażące sztucznością zamczysko Przemysła w Poznaniu. W dodatku byłaby dubletem, bo wirtualne „Nalewki” mają znaleźć się na głównej wystawie pobliskiego Muzeum Historii Żydów Polskich. Jest też miejsce autentyczne: odnowiona (częściowo) Próżna - jedyny w Warszawie fragment żydowskiej ulicy, na którym po obu stronach ocalała oryginalna zabudowa.
Jedno, co warto byłoby na pewno zrobić, to wrócić w jakiś sposób do oryginalnej nazwy. Takie rozwiązanie zaproponował kilka miesięcy temu znawca historii żydowskiej Warszawy, prof. Jacek Leociak. Na razie niestety bez skutku. Może wystarczyłoby zwyczajnie zamienić tablice z oznaczeniami? Wtedy ulica Bohaterów Getta wychodziłaby prosto na poświęcony powstańcom pomnik? Albo dodać do „Bohaterów Getta” dopisek „dawne Nalewki”?

Beata Chomątowska
Trwa ładowanie komentarzy...